fbpx

Jak często zmieniać olej?

Utarło się, że książka serwisowa jest swojego rodzaju motoryzacyjną biblią, a przykazań w niej zapisanych należy bezwzględnie przestrzegać pod groźbą wylądowania w piekle zerwanych gwarancji. Nikt rozsądny nie nagina zasad, u podstaw których stoi właściwe działanie świeżo kupionego samochodu. Autorytet w postaci producenta wydaje się wystarczającą rekomendacją, ale czy na pewno?

Faktem jest, że większość porad zawartych w książce serwisowej pozwala nie doprowadzić nowego auta do stanu niedziałającego, ładnego… mebla. W przypadku samochodów używanych książka pozwala przeanalizować przeszłość pojazdu. Szczególnie wrażliwą kwestią są zawarte w niej przebiegi: o ile dla klienta z drugiej ręki są to zapisy przyjmowane z chłodno wykalkulowanym sceptycyzmem (ze względu na nieuczciwe praktyki podrabiania wpisów przez niektórych handlarzy), o tyle dla klienta salonowego przebiegi – a właściwie ich przestrzeganie między wizytami w serwisie – są rzeczą świętą.

Jednym z najważniejszych elementów, który podlega okresowej wymianie jest olej silnikowy. W przeciwieństwie do paliwa nie uzupełnia się go dopiero wtedy, gdy w zbiorniku zaczyna straszyć pustkami, ale po pokonaniu określonej przez producenta liczby kilometrów. Teoretycznie powinna być to dokładnie wyliczona droga, uwzględniająca w badaniach zmienne warunki eksploatacji. Logicznym wydaje się, że otrzymany w ten sposób wynik jest bezpieczną wartością, której żadna ze stron nie będzie naginać: użytkownik ma na uwadze dobro i niezawodność swojego samochodu, a horda rozwścieczonych klientów z zatartymi silnikami to ostatnia rzecz z jaką chciałby mieć do czynienia przedstawiciel marki naszej maszyny. Rzeczywistość jest niestety nieco inna, a słowem-kluczem jest tu nadmierny optymizm

Kiedyś to było!

Kierowcy z wieloletnim stażem z rozrzewnieniem wspominają legendy samochodów, które bezobsługowo pokonywały dziesiątki tysięcy kilometrów. I jak z legendami bywa, w historiach tych jest ziarno prawdy potwierdzające geniusz starszych konstrukcji. Niestety, okulary nostalgii często przysłaniały fakt rażącego zaniedbania jednostki napędowej, prowadząc w ostatecznym rozrachunku prosto na salę operacyjną remontu generalnego. Na drugim biegunie tej opowieści są właściciele wielkich flot, dla których zwiększone wydatki w serwisie są niepotrzebną stratą. Ukłonem w stronę obu tych grup klientów stało się wydłużenie interwałów między obowiązkowymi wymianami oleju, które miało kusić atrakcyjnymi oszczędnościami dla biznesmenów i udowadniać, że najnowsze modele nadal posiadają w sobie ducha niezawodności sprzed lat.

Zapewne w tym momencie części z Was zapaliła się lampka (i to bynajmniej nie ta od check engine). Czy bowiem fragment listu do mechanika, zawierający fragment warsztatowego dekalogu: „I będziesz wymieniał olej raz do roku lub co 15 000 km w aucie swoim” był jedynie farsą? Wydłużenie przebiegów między wymianami to sprytne działanie marketingowe, ale dzięki niemu jednostki napędowe nie stały się nagle nadzwyczaj odporne na trzykrotnie większą dawkę kilometrów od tej zalecanej. Jakim cudem producentowi uchodzi to płazem?

Bezpieczne morderstwo

Jednym ze sposobów na uniknięcie odpowiedzialności w przypadku wystąpienia awarii było częste nadużywanie furtki w postaci anulowania gwarancji, za powód podając „nieprawidłową eksploatację”. Można było podstawić pod to praktycznie wszystko, a co więcej orzekanie w tak nietypowych i indywidualnych sprawach zwykle trwało latami, z niekoniecznie korzystnym skutkiem dla klientów. Przypadki awarii samochodów na gwarancji są soczystym kąskiem reporterskim, ale przede wszystkim długofalowo psują one PR marki.

Na nasze nieszczęście część producentów znalazła inne wyjście awaryjne, w postaci bomby z opóźnionym zapalnikiem. Chodzi tu mianowicie o zjawisko „bezpiecznego pompowania” przebiegu, czyli maksymalne wydłużenie dystansów między wymianami oleju, tak, aby podczas gwarancji silnik nie zużywał się w sposób zauważalny, ale jednocześnie stopniowo „umierał”, ukazując pierwsze poważne objawy tuż po jej wygaśnięciu. Taka taktyka pozwala firmie z czystym sumieniem zająć się zwiększeniem sprzedaży nowych części oraz aut, przyspieszając ich utylizację. Paradoksalnie kupujący często dziękują za tą niedźwiedzią przysługę, zadowoleni z pozornej oszczędności na serwisie i nieświadomi ogromnych wydatków, które czekają za rogiem.

Poprawić fabrykę?

Wymiana oleju co 2 lata i 50 tysięcy kilometrów zamiast zalecanych przez zdrowy rozsądek 15 tysięcy lub roku jest jak zmienianie skarpetek pod koniec tygodnia zamiast pod koniec dnia – smród okaże się najmniejszym problemem przy całej encyklopedii chorób, które w ten sposób można zaprosić do swoich butów. Skarpetki chronią stopy i zatrzymują nieprzyjemny zapach, tak jak olej silnikowy chroni jednostkę napędową przed zatarciem i korozją. W trakcie eksploatacji olej powoli traci swoje właściwości. Są sytuacje, w których złota zasada 15 tysięcy kilometrów nie będzie wystarczająca: wyobraźmy sobie, że zamiast spokojnego dnia w klimatyzowanym biurze nasz poranek poświęcimy na start w zawodach sportowych. Mimo ukończenia ich koło południa raczej nie będziemy ryzykować chodzenia w tej samej parze skarpetek do zmroku. Takimi samymi prawami rządzi się żywotność oleju w zależności od sposobu eksploatacji – agresywna jazda podczas track day będzie miała zdecydowanie większy udział w wyjałowieniu płynu smarnego od stabilnych warunków na dalekich trasach autostradowych. O ile wypady na tor są dość skrajnym przypadkiem, to nawet w warunkach codziennej eksploatacji możemy doprowadzić do przyspieszonego zużycia oleju.

Kilometr kilometrowi nierówny

Nagłe przyspieszenia albo wręcz odwrotnie – pełzanie w korku, ale też ciągłe gaszenie i uruchamianie samochodu to niestety standard jaki narzuca nam miejska dżungla. Są to jednocześnie warunki stanowiące o wiele większe wyzwanie dla oleju i naszego silnika. Obojętnym nie pozostaje też paliwo, z którego korzystamy: szalenie popularne w naszym kraju instalacje LPG oferują o wiele tańszą alternatywę dla benzyny, jednak stosowany w nich gaz posiada znacznie wyższe zasiarczenie. Zwlekanie z serwisem olejowym w takim silniku tworzy idealne warunki dla powstawania korozji i nagarów, z którymi osłabiony nadmierną pracą olej nie jest w stanie sobie poradzić. Najbezpieczniejszym wyjściem dla miłośników miast i użytkowników instalacji gazowych jest ograniczanie przebiegu między wymianami oleju do 10 tysięcy kilometrów. Lata mijają, jednak ta stara jak świat zasada się nie zmienia: chytry zawsze płaci dwa razy, dlatego nie warto oszczędzać na oleju

Menu